niedziela, 12 października 2014

A kiedy nas nie było...

A kiedy nas nie było działo się bardzo dużo... Przede wszystkim Daisy doszła do siebie po pogryzieniu. Moje koty urosły, przy czym Toto po bzyknięciu Furii został poddany kastracji. Pod koniec tego miesiąca będzie wiadomo czy była wpadka czy nie było...Mieliśmy remont, co moje koty wykorzystały bezczelnie i chyba nie ma już miejsca w domu gdzie by ich nie było. Pan od remontu miał wiernego pomocnika w osobie Tota, nawet na jednej drabinie razem pracowali. Codziennie na noc drabina zostawała, ponieważ była najlepszą zabawką moich kotów. Podczas malowania kuchni skrupulatnie zostało sprawdzone, któremu kotu jest lepiej w fioletowym kolorze. Na odchodne Pan od remontu podarował Totusiowi dwie puszki tuńczyka w sosie własnym. Toto lojalnie podzielił się z siostrą. W efekcie poznawania swojego terytorium podczas remontu klatka z myszoskoczkami została zrzucona na dół poprzez zaczepienie pazurkami przez Furię o pręciki klatki. Toto zamienił się w mojego bodyguarda i jest ze mną wszędzie,chodzi za mną wszędzie... wypatruje przez okno czy już przypadkiem nie wracam i czeka na mnie wiernie pod drzwiami...Jest pierwszym nadwornym testerem i kontrolerem jakości jedzenia w naszym domu. Furia stała się kotką pieszczoszką i mimo, że nadal chodzi swoimi drogami chętniej daje się głaskać choć niestety ciszej mruczy.






 


 I jeszcze coś na słodko... odkopane :







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz