sobota, 20 grudnia 2014

Dieta okiem Toto...

Toto powinien być na diecie po kastracji głównie do ukończenia pierwszego roku... No i właściwie jest... Od zabiegu jadają oboje specjalną karmę z Husse- albo light sensitive albo sterilised. Nie mogę się zdobyć na to, żeby nie dawać im mokrej karmy, więc zwykle dostają ontario, czasem tuńczyka albo inną rybkę, suszoną wołowinkę, chrupki z nadzionkiem jako przysmak, ewentualnie saszetki Felixa, jak już nie mam innego wyboru...ale ja nie o tym chciałam...
Dzisiaj rano Totuś wydarł się wniebogłosy, więc czym prędzej wstałam i wcale nie dlatego, że mnie wołał tylko dlatego,że wiedziałam, że jest głodny... w przedpokoju natknęłam się na moją bułkę nadziewaną białym serkiem, zawiniętą w woreczek, której wczoraj nie dałam już rady wcisnąć na śniadanie, a potem nie miałam już na to czasu bo mi coś odwaliło i rozwaliłam pół zaplecza w hurtowni, w której pracuję, robiąc porządek na półkach przed spodziewanym remanentem, wściekła sama na siebie bo kto robi takie rzeczy przed świętami...jakbym miała mało roboty w domu... Wracając do bułki leżała sobie na kafelkach w przedpokoju zawinięta w podarty już woreczek, z wygryzioną dziurą i wylizanym serkiem...obok na podłodze leżało jeszcze masełko w takim jednorazowym pojemniczku... trochę mnie przytkało, bo mój Sławek miał to schować poprzedniego dnia... zdążyłam spytać czemu tego nie zrobił, zdążył się oburzyć, że schował do chlebaka,więc odruchowo tam spojrzałam- był otwarty... Wyglądało na to, że Toto nauczył się go otwierać... No cóż... głodny był... a to wyjątkowo mądry kotek...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz