czwartek, 5 lutego 2015

Pierwszy raz...

Niestety bez zdjęć, bo walczę z komputerem już od dłuższego czasu, teraz mi wysiadł czytnik do kart... Wczoraj był jeden z tych przełomowych dni, które się pamięta na zawsze... Po ostatnim remoncie kuchni mamy zupełnie inny rozstaw mebli i sprzętu, lodówka stoi obok zlewu, z drugiej strony okno... No ja wiem, ciężko sobie to wyobrazić, więc wrzucam pierwsze lepsze zdjęcie z googla ....


U mnie co prawda nie ma takich wypasionych mebli... układ musi niestety pozostać przez jakiś czas ze względu na podłączenia zlewu i gazu i wyburzenie jednej ściany w kuchni, z której robimy barek... No, ale nie o tym miało być... Wlazłam do tej kuchni, podchodzę do zlewu, żeby umyć talerz i .... widzę Furię śpiącą na lodówce... Pierwszy raz :) pogłaskałam, otworzyła oko z miną 
-Ale o co Ci chodzi kobieto, ja tu już od dawna umiem wchodzić.....
Stałam jak oczarowana... Moja duma... Moje słońce wlazło sobie tak wysoko :) I nawet umiało zejść :) Po górnym rzędzie szafek i po tym jeszcze nie skończonym barku, bo co się będzie rozdrabniać na chodzenie po niższych meblach.... Niby nic szczególnego, bo przecież u kota to normalne... Ale aż mnie szczęście rozpiera, bo widziałam to pierwszy raz....

1 komentarz: