wtorek, 31 marca 2015

Kamerzystka

Widzieliście kota latającego w nocy z kamerką internetową w zębach? Nie? Ja też nie. A Sławek widział :) W środku nocy obudził nas hałas. Sławek zerwał się pierwszy, mnie się nie chciało. Totuś mrucząc ugniatał obok mnie swojego misia na wszystkie cztery łapki. Z głębi drugiego pokoju dało się słyszeć coś w rodzaju: "i tak cię dopadnę cholero". Potem zobaczyłam Sławka z klapkiem w ręku...
- Nie bij kota !!!
Spojrzał na mnie zbulwersowany
- Ty wiesz co ona zrobiła?!
-Nie, a co?
- Wzięła kamerkę w zęby i latała z nią po telewizorze na długość kabelka. Tam i z powrotem. I w zębach ją cały czas trzymała.
- Jaką kamerkę...
- Internetową...
- No to ją ściągnij. I schowaj gdzieś. Bo wywlecze i zaniesie za kanapę...

Z innej beczki...
Chodzę i szukam kotów bo coś się cicho w domu zrobiło. Furia usiłuje skorzystać z każdej nadarzającej się okazji do wyjścia na korytarz,więc jak tracę je z oczu zaczyna mi się serce przemieszczać w stronę gardła, brzuch w supeł wiązać i takie tam inne...
Wołam i wołam i nic. Postanowiłam sprawdzić gdzie indziej. W tej chwili zamajaczył mi jakiś ruch w pokoju i dał się słyszeć rumor.
Cofnęłam się.
Toto wylazł zaspany zza telewizora, Furia spojrzała na mnie z góry z drzwi.
Popatrzyłam na nie...
-No co, wołałaś nas....

Inna sytuacja.
Szukam kotów.
Ochrypnąć można- kotów nie ma.
-Sławek, nie wiem, gdzie są moje kotki...
- Odkręć wodę...
Popatrzyłam na niego jakoś dziwnie, mało przekonana, że sposób zadziała, ale odkręciłam, co mi szkodziło...
Pierwsza dopadła kranu Furia.
W drzwiach pokazał się zaspany Toto...
Nie wiem, gdzie były.... ale sposób z kranem jest niezawodny zwłaszcza na Furię :)