czwartek, 22 października 2015

Pod ochroną

Zaspałam. No zaspałam, tak zwyczajnie do pracy, no cóż zdarza się... Jeszcze w locie, kiedy się ubierałam dzwoniłam do kierowniczki z wiadomością, że się spóźnię. Do pracy dotarłam o 8:20 i już pod drzwiami stała grupka ludzi czekająca na mnie. Przekręciłam zamki, piknęłam alarmem, wbiłam kod, coś zapiszczało, zrobiło mi się gorąco - ożesz, zacznie wyć... wbiłam drugi raz.... zadziałało, uff....wpuściłam klientów. Zaczęłam ich "ubierać:, czyli spodnie do pracy, buty, kaski, rękawice itp. ledwo widząc na oczy, bez nawet łyka kawy... po jakichś 15 minutach wpada przez otwarte drzwi dwóch byków z sekretu i widząc grupkę ludzi w hurtowni rzuca krótkie:
- dostaliśmy alarm o napadzie, wszystko u Pani w porządku?
Zatkało mnie.
-Tak. wszystko w porządku, ale mi nic nie wyło....
- Może jakieś zwarcie było. dzwoniliśmy do Pani, ale nikt nie odbierał.
Ło matko i córko... nie słyszałam??? Popędziłam do telefonów...
- Ale nikt do mnie nie dzwonił proszę panów. Nawet na komórkę nie...
- Dobrze zgłosimy to, niech się Pani nie martwi...
O matko.... no cóż. Z jednej strony poczułam się bezpieczna. Z drugiej strony trochę im długo zeszło. Gdyby to faktycznie był napad już by mnie dawno okradli... Z trzeciej przecież mam w pracy monitoring na podsłuchu jestem.... Przebojowo się dzień zaczął, nie ma co...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz