niedziela, 8 listopada 2015

Mosty, które za sobą palę rozświetlają mi drogę...

   Ostatnie dwa tygodnie były ciężkie. Wizyta u lekarza, 1 Listopada, wieczory z nową książką, mała awantura i nowy plan na życie.

  Do "Biegnącej z wilkami" przekonała mnie Joanna. Nie wróżyłam sobie świetlanej przyszłości z tą książką, ale opowiadała mi o niej tyle, że postanowiłam przez nią przebrnąć. Ot, z czystej ciekawości co ona takiego w niej widzi. W empiku udało mi się dostać ostatni egzemplarz. O ile wcześniej nie mogłam przebrnąć przez pierwszą stronę elektronicznej wersji książki, tak papierowa wciągnęła mnie od razu. Teraz - po przeczytaniu pierwszych stu stron wiem, że ta książka była mi potrzebna właśnie na tym etapie mojego życia. Choć pierwszą bitwę z chorobą wygrałam i przede mną w scenariuszu jeszcze tylko dwa miesiące leczenia, na pewne rzeczy muszę zwracać szczególną uwagę. Ta książka otworzyła mi oczy na pewne sprawy, które wcześniej odkładałam "na potem". Jest napisana w sposób zawierający prawdy uniwersalne co sprawia, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Po jej przeczytaniu na pewne sprawy człowiek patrzy już inaczej. Przestałam się dziwić dlaczego przez dwa lata była bestselerem i co takiego widziała w niej Joanna. Polecam wszystkim serdecznie.

Kalendarz


Choć nie wiem jeszcze czy uda mi się nabrać nawyku korzystania z niego i organizowania swojego życia postanowiłam przynajmniej spróbować sama sobie ułatwić życie. Problem polegał jedynie na tym, że nie mogłam znaleźć odpowiedniego kalendarza, a kiedy już znalazłam to nie mogąc się zdecydować na jeden, wzięłam dwa. Jeden na sprawy prywatno-blogowe, drugi na sprawy organizacyjne. A przynajmniej tak to sobie tłumaczę. Co z tego ostatecznie wyjdzie przekonam się w przyszłym roku.
Jak na razie zapełniam je ważnymi datami, o których muszę i chcę pamiętać, a także śmiesznymi świętami, które się pojawiają w ciągu roku, by w kalendarzu oprócz spraw ważnych i ważniejszych pojawiły się rzeczy miłe i zachęcające do zajrzenia do środka. Poza tym - jak ostatnio ze wszystkim - personalizuję także swój kalendarz za pomocą różnych przysłów, motto, naklejek, wklejonych obrazków, wierszyków itp. Nie wiem dlaczego potrzebuję tego tak bardzo, ale jest to tak fajne, że przestałam się przed tym bronić :) Wyznaczyłam sobie też różne zadania w celu organizacji przestrzeni wokół siebie, a które podejrzałam na blogach  niebalaganka.pl  i designyourlife.pl .




Mosty...
Są takie osoby wżyciu, które tolerujemy z jakiegoś powodu choć wyprowadzają nas z równowagi tak, jak nikt inny nie potrafi. Są też takie momenty, kiedy czara się przepełnia i pora powiedzieć dość. Owszem, można ludziom pomagać kiedy sytuacja tego wymaga, można czasem odłożyć przez to swoje plany. Ale kiedy sytuacja powtórzyła się pomimo wyznaczonych konkretnych warunków trafił mnie lekki szlak. Rozumiem sytuację, kiedy człowiek sobie nie może z czymś poradzić i prosi kogoś o pomoc. Ale kiedy kosztem swoich planów trzeba pomóc tylko dlatego, że się komuś zwyczajnie nie chce i liczy na to, że ktoś inny rzuci wszystko i zrobi wszystko za niego tylko nie chce się do tego przyznać nawet przed sobą to już tego nie mogę ścierpieć. Stąd te spalone mosty.... Są w życiu takie drzwi, które czasem trzeba zamknąć na zamek i wyrzucić klucz.
I chociaż wiem, że pewnie kiedy będzie trzeba pomóc to znowu pomożemy, ale już  nie kosztem siebie i swoich planów. Już na zupełnie innych zasadach.












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz