czwartek, 31 grudnia 2015

Na granicy...

Miałam tyle pomysłów na nowe posty... ale ostatnio nie jestem w stanie myśleć o nikim i niczym jak tylko o mojej małej dziewczynce, moim małym skarbie, który - jak może się zaraz okazać- jest nieuleczalnie chory... Strach jest we mnie taki, że nie umiem normalnie funkcjonować. Nie wiem co będzie dalej. Nie wiem jak jej pomóc. Ciągle sobie wyrzucam, że może to moja wina? Może źle ją karmię? Może gdybym pilnowała żeby więcej piła... czy to by coś zmieniło? Ciągle sobie wyrzucam, że nie zrobiłam jej badań wcześniej. Że teraz może być już za późno. Że jak ja mogłam być taka naiwna, u kotów choroby przebiegają przecież bezobjawowo. to co, że była pełna życia, to co, że na nic nie chorowała, to co że byliśmy pewni że nic jej nie jest.... zgubiła nas ta pewność. A teraz mój mały skarb może za to zapłacić... Nigdy sobie tego nie wybaczę. Jest taka ufna, taka kochana. Tak wierzy, że kiedy się we mnie wtuli to jest bezpieczna... a ja ją tak zawiodłam...


   


                                             


Wyniki Furii

Wreszcie mam moment żeby usiąść i do Was napisać. Nie jest dobrze.
Sama sterylizacja przebiegła prawidłowo. Przy okazji tej sterylizacji pani dr pobrała krew do badań i już przestało być kolorowo. Już w podstawowych wynikach wyszło, że jest mocno odwodniona. Poczułam się jakbym dostała obuchem w łeb. Bo przecież ona pije.... Przecież o nią dbam. Przecież to się nie miało prawa zdarzyć. No ale fakt pozostał faktem - widocznie pije za mało a ja jej nie dopilnowałam.
Dzisiaj byliśmy na kontroli, dostała antybiotyk i przeciwbólowe i odebrałam resztę badań. Profile nerkowe ma na granicy normy. Cukier wysoki.... No z tym cukrem to pani dr mówiła, że to może wynikać ze stresu. Ale z tymi profilami nerkowymi nie jest dobrze. Jak wydobrzeje trzeba będzie powtórzyć wszystkie badania i walczyć o moją dziewczynkę...




wtorek, 29 grudnia 2015

Sterylizacja

Za dwie godziny Furia ma sterylizację. O bogowie ratujcie.... Od wczoraj chodzę z jedną wielką gulą w brzuchu. od 6.25 Totuś miałczał, że chce śniadanko. Wstałam. Nakarmiłam wszystkie zwierzaki poza Furią. To było straszne. Tłumaczyłam - już nie wiem czy jej czy sobie- że to konieczne, że idzie do pani doktor, że dziś nie wolno jeść... ratunku !!!!! Jeszcze kilka godzin niepewności. Naszykowałam jej trzy ulubione kocyki chociaż potrzebne tylko dwa, podkłady higieniczne, jej ulubioną kocią podusię, a właściwie dwie, zdezynfekowałam cały dom. Wyciągnęłam ze schowka jej kociątkową kuwetkę, postawiłam w pokoju, żeby nie musiała daleko chodzić na siusiu. Denerwuję się. Chce mi się najzwyczajniej w świecie płakać ze strachu....
cdn.

8:00  Furia śpi. Za pół godziny, no może za 40 minut przyjedzie taksówka... Boję się....