czwartek, 31 grudnia 2015

Na granicy...

Miałam tyle pomysłów na nowe posty... ale ostatnio nie jestem w stanie myśleć o nikim i niczym jak tylko o mojej małej dziewczynce, moim małym skarbie, który - jak może się zaraz okazać- jest nieuleczalnie chory... Strach jest we mnie taki, że nie umiem normalnie funkcjonować. Nie wiem co będzie dalej. Nie wiem jak jej pomóc. Ciągle sobie wyrzucam, że może to moja wina? Może źle ją karmię? Może gdybym pilnowała żeby więcej piła... czy to by coś zmieniło? Ciągle sobie wyrzucam, że nie zrobiłam jej badań wcześniej. Że teraz może być już za późno. Że jak ja mogłam być taka naiwna, u kotów choroby przebiegają przecież bezobjawowo. to co, że była pełna życia, to co, że na nic nie chorowała, to co że byliśmy pewni że nic jej nie jest.... zgubiła nas ta pewność. A teraz mój mały skarb może za to zapłacić... Nigdy sobie tego nie wybaczę. Jest taka ufna, taka kochana. Tak wierzy, że kiedy się we mnie wtuli to jest bezpieczna... a ja ją tak zawiodłam...


   


                                             


2 komentarze:

  1. Magda..jakie zawiodłam,myślisz że ona nie wie,że chcesz dobrze dla niej,wiadomo bez bólu się nie obejdzie.Każde leczenie okupione bólem,niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciociu tu nie o ból chodzi tylko o nerki mojej dziewczynki...

      Usuń