czwartek, 11 lutego 2016

Wieczór. Leżę już w łóżku.
- Ła-u
- Co Totusiu?
-Ła-ła-łau
- Jak zjadłeś kolację, to więcej nie dostanieniesz, odchudzamy się. Wszyscy.
-Łałałaaaaau !
- Będę twarda nie wstaję. 
 Słyszę parsknięcie śmiechem Sławka w drugim pokoju, który gra na komputerze.
-ŁA ŁA ŁAUUUUUUU !!!!!
Nie reaguję spokojna o kwiatki, które przezornie ściągnęłam z parapetu....
 Aksamitna łapka mojego kota zaczęła coś przestawiać. Nasłuchiwałam zastanawiając się co on tam przesuwa. Wpadłam na to w momencie kiedy usłyszałam brzęk tłuczonego szkła. Momentalnie zerwałam się na nogi i popędziłam do kuchni zderzając się ze Sławkiem w przejściu.
-Miska poszła
Zobacz co z kotem- powiedzieliśmy jednocześnie
- Totuś, chodź tu skarbie, pokaż łapki... nic nie ma, no dobrze, to uciekaj stąd.
Przyglądałam się jak Sławek sprząta kuchnię.
- Nie wydaje Ci się, że coś mało tego szkła jak na taką dużą miskę? Wydaje mi się, że co najmniej połowy brakuje...
-W sumie... czekaj sprawdzę pod szafką.
Poza wymiecionymi kłakami pod szafką nie było już nic. Ciekawe....
- łłłłau?
- Daj temu kotu jeść....
- No przecież ma...
- To idź go przytul bo ja to zrobię...

Zaśmiałam się. W naszej rodzinie nie krzyczy się na zwierzęta. Na każde mamy "swój" sposób. Totuś akurat nie lubi się przytulać. No przecież jest dużym i dostojnym, dorosłym już kocurem. Co się będzie tulał jak kotka... Kiedy więc coś nabroi, skuteczną karą jest takie tulanie właśnie i tłumaczenie, że "tak nie wolno".

Chodź Totusiu, przytulimy koteczka.
- Czemu tak płaczesz? Bardzo lubiłam tę miskę. Dostałam ją od mamy....
-łau - miałknął rozpaczliwym głosem.
- Nie możemy tyle jeść, zobacz jak ładnie schudłeś, zobacz jak już wysoko skaczesz do wędki, zupełnie jak Furia, może nawet wyżej...
-łłłłłłłłaaaaaaaau
- Dobrze, to dam Ci mokrego, ale tylko pół saszetki. dobrze?
- łau
- Mój mądry koteczek....

Nałożyłam do miseczki trochę mniejsze pół i patrzyłam jak mój skarbuś wymiata resztki . Uspokoił się. Może zwyczajnie nie miał ochoty na suche. Jak na razie dieta przebiega nam bezproblemowo. Stopniowe zmniejszanie ilości jedzenia się sprawdziło. Na efekty trzeba trochę czekać i trochę to człowieka demotywuje, ale ja się uparłam. Teraz kiedy patrzę na moje figlujące szczęście jestem dumna z niego i z siebie ;) Bo przecież jeśli chodzi o kota, miłość nie trafia przez żołądek do serca, tylko przez spędzony razem czas i wpólne zabawy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz